
Ile trzeba pracować by zarobić 60 tysięcy złotych ?
Niektórzy taką nagrodę dostają za bycie „zaangażowanym”
O sprawie pierwsza napisała “Rzeczpospolita”. Marcin Rosół pracował jako szef gabinetu politycznego Drzewieckiego
od 1 lipca 2008 r. do 5 października 2009 r.
Jego regularne zarobki wynosiły 6,5 tys. zł brutto miesięcznie. Jednak w 2008 r. za półroczną pracę zainkasował 23 500 zł. W 2009 r. za dziewięć miesięcy pracy Rosół dostał 36 500 zł.
Takie nagrody dla członków gabinetu politycznego przyznaje minister. Mogą je otrzymać pracownicy, którzy przepracowali w ministerstwie minimum trzy miesiące i – jak wynika z regulaminu – “wykazali się zaangażowaniem i realizacją zadań”.
Salon24 przyjrzał się osobie Pana Rosoła i udowadnia że jako szef Biura Klubu Parlamentarnego PO, wyprowadzał pieniądze z partyjnego konta.
Został na tym jednak przyłapany i natychmiast usunięty
z partii.
W każdym normalnym kraju taki człowiek kończy w więzieniu i nie ma już możliwości pojawić się w polityce !
U nas oczywiście jest inaczej, bo ostatnią nagrodę Rosół otrzymał 28 września 2009 r.
W rezultacie osoba, która jest w gabinecie politycznym „załatwiaczem” drobnych interesików, dostaje za to nagrodę
z naszych podatków.
Zdaniem posłanki Julii Pitery, Marcin Rosół powinien oddać pieniądze, które dostał w ramach premii.
Zaznaczyła jednak, że z całą pewnością tak się nie stanie. Jak uzasadniła, w tej sprawie nie złamano prawa, natomiast naruszone zostały normy i zasady.
W każdym bądź razie my też chcemy nagrodę !

Źródła:
tvn24
wp.pl
salon24.pl
| Wrzuć na Facebook |








Andrzej ? więc uważasz że to dobrze ?
Właśnie takie układy trzeba niszczyć i piętnować.
Facet dobrze się ustawił i teraz z tego korzysta - takie życie !!!
I pomyśleć że ludzie w Polsce zarabiają po 900 zł a są lepiej wykształceni niż ten laluś